Blog > Komentarze do wpisu
Czy jemu jeszcze się chce?

Ma dwadzieścia cztery lata i w klubowej piłce zdobył już wszystko, co jest możliwe. Nie bez przyczyny uznawany jest za najlepszego piłkarza świata. W minionym sezonie z FC Barceloną do swojej kolekcji tytułów dołożył kolejne Mistrzostwo Hiszpanii i Puchar Ligi Mistrzów. Na zakończenie udanego sezonu pojechał do ojczyzny na turniej Copa America, na którym wraz ze swoją reprezentacją miał zdobyć trofeum, na które Argentyna czeka od 1993 roku oraz udowodnić wreszcie swoją wartość w reprezentacyjnej koszulce. Nie udało się… kolejny raz.

Reprezentacja Argentyny nie zdobyła żadnego trofeum od 1993 roku, kiedy to na turnieju Copa America w Ekwadorze drużyna Alfio Rubéna Oscara Carlosa Basile pokonała w finale Meksyk 2:1. Fani Albicelestes przed tegorocznym Copa America mieli podstawy wierzyć, że zła karta się odwróci i po osiemnastu latach ich drużyna ponownie zatryumfuje. Turniej rozgrywany u siebie, gwiazdy światowego formatu w zespole, głód sukcesu spowodowany wieloletnią posuchą i co najważniejsze – w składzie gospodarzy Copa America grał prawdopodobnie najlepszy piłkarz świata – Leo Messi.

Przeciwnicy teorii o nazwie „Messi jest najlepszym piłkarzem świata” argumentują swoje zdanie tym, że urodzony w Rosario Argentyńczyk do tej pory nie osiągnął żadnego sukcesu z drużyną narodową, co jest prawdą. Oczywiście należy wspomnieć o zwycięstwie w Młodzieżowych Mistrzostwach Świata U-20 w 2005 roku czy też złotym medalu olimpijskim z Pekinu. Mimo to sukcesy z seniorską reprezentacją Argentyny istnieją tylko i wyłącznie w sferze marzeń Messiego i całej argentyńskiej spółki.


Piłkarski geniusz z Katalonii na każdym kroku porównywany jest z „boskim Diego”. Obserwując co sezon grę Lionela Messiego, coraz częściej pojawiają się głosy mówiące o tym, że barcelońska dycha posiada większy talent niż sam Diego Maradona. Sięgając pamięcią do historii piłki nożnej i wspominając wielkich zawodników takich jak właśnie Maradona, Pele, Johann Cruijff, Michel Platini czy też nawet Ronaldo, pamiętamy tych zawodników głównie z występów w koszulkach narodowych i święcących tryumfy ze swoimi reprezentacjami. Wniosek jest prosty - aby zapisać się wielkimi literami w annałach piłki nożnej, należy swoją klasę pokazać nie tyle w klubie co również w reprezentacji.

Messi ma problem o nazwie „reprezentacja”. Mimo tryumfów z FC Barceloną, gdzie kolejne Mistrzostwo Hiszpanii czy nawet kolejny Puchar Ligi Mistrzów powoli stają się chlebem powszednim, młody Argentyńczyk nie może potwierdzić swojej klasy w koszulce Albicelestes. Od momentu wybuchu formy Lionela Messiego w Barcelonie na każdym ważnym turnieju, w którym bierze udział Argentyna, oczekiwania wobec reprezentacji biało-błękitnych i Messiego są coraz większe. Za każdym razem ekipa Albicelestes jest jednym z głównych faworytów do końcowego sukcesu, czy to w Copa America, czy też w Mistrzostwach Świata. Za każdym razem pompowany jest balonik oczekiwań, który pęka za każdym razem, gdy Messi i spółka zawodzą, odpadając w zawstydzający sposób z walki o końcowy sukces i chwałę.
Reprezentacja Argentyny w piłce nożnej
W Argentynie złośliwi mówią, że gwiazda z Katalonii zakładając reprezentacyjną koszulkę, poddaje się pewnej metamorfozie, przez co momentalnie staje się piłkarzem nawet o kilka klas słabszym aniżeli w Barcelonie. Powyższe herezje rodaków Messiego należy jednak tłumaczyć tym, że mają oni już dość porażek i wstydu za swoją reprezentację. Nie można się jednak dziwić Argentyńczykom i ich oczekiwaniom. Biorąc pod uwagę skład reprezentacji Albicelestes, trudno znaleźć na świecie reprezentację, która na papierze byłaby silniejsza aniżeli ekipa gospodarzy Copa America 2011. Być może z drużyną narodową Argentyny mógłby konkurować aktualny Mistrz Świata i Europy – Hiszpania, ale przecież w ekipie z Półwyspu Iberyjskiego nie ma Lionela Messiego. Piłkarz roku 2009 i 2010 nie strzelił gola dla swojej reprezentacji w spotkaniach o punkty od dwudziestu ośmiu miesięcy, kiedy to w eliminacjach do Mistrzostw Świata w RPA wyprowadził Argentynę na prowadzenie w konfrontacji z Wenezuelą (mecz zakończył się wynikiem 4:0).

Ani Diego Maradona, jako selekcjoner Argentyńczyków, ani Sergio Batista nie potrafili osiągnąć zamierzonego sukcesu z ekipą Albicelestes. Obaj, zdając sobie sprawę, że w swojej drużynie posiadają prawdopodobnie najlepszego piłkarza globu, konstruowali drużynę i taktykę wokół Messiego. U Maradony katalońska gwiazda ustawiona była w pozycji ofensywnego pomocnika, który atakuje zza pleców napastników, jak również bierze na siebie brzemię rozgrywania akcji. „Boski Diego” wierzył, że swoją boską dłonią poprowadzi Argentynę do Mistrzostwa Świata, a przedłużeniem tej dłoni na boisku będzie właśnie Messi, którego dzięki tryumfowi w RPA sam ukoronuje na najlepszego piłkarza w historii piłki nożnej, odstępując mu miejsce, które, jak sam uważa, do tej pory piastuje. Każdy jednak pamięta jak zakończyła się przygoda Albicelestes na afrykańskim mundialu i Maradony na stanowisku selekcjonera Argentyny.
Messi Maradona
W miejsce „boskiego Diego” przyszedł Sergio Batista, który od samego początku pragnął naśladować styl Barcelony i ustawić zespół na przykład Mistrza Hiszpanii. Efekt pracy trenerskiej Batisty, jego taktyki i pomysłu na grę Argentyny mogliśmy obserwować kilka dni temu podczas meczów turnieju Copa America, w którym Albicelestes ponownie ponieśli porażkę. Argentyński selekcjoner od początku swojej pracy z reprezentacją pragnął grać w ustawieniu 4-3-3. Niestety jego decyzje personalno-taktyczne doprowadziły do katastrofy. Naturalnie, Messi był główną postacią Albicelestes w układance Batisty i zawodnikiem, który miał poprowadzić swoją reprezentację do tytułu. Obserwując grę Argentyny w Copa America, widać było, że o przełożeniu ustawienia FC Barcelony na drużynę z Ameryki Południowej nie ma mowy. Burdisso to nie Puyol, Cambiasso nie Busquets, a doświadczony Zanetti to nie ofensywnie grający i biegający na potęgę wzdłuż linii bocznej boiska Dani Alves. Ponadto drużyna Albicelestes nie miała w swoich szeregach zawodnika podobnego do Iniesty czy też Xaviego, który zająłby się rozegraniem piłki w środku pola. Messi, mimo że ustawiony jako napastnik, często musiał wracać się po piłkę, aby móc rozegrać ją do kolegów. Oczywistym jest jednak to, że w momencie kiedy to barcelońska „10” cofała się po piłkę do linii środkowej lub nawet na swoją połowę, w przednich formacjach zespołu pojawiała się luka, której nie mogli wypełnić nawet tacy zawodnicy jak Sergio Aguero, Carlos Tevez czy też Gonzalo Higuain.

*W sondzie zorganizowanej przez argentyński dziennik „La Nacion” internauci za głównego winowajcę porażki ich reprezentacji w Copa America uznają prezesa argentyńskiej federacji Julio Grondona – 54% oddanych głosów, przy 37% na Sergio Batistę i tylko 9% na samych zawodników.

"Minuta ciszy, bo Argentyna nie żyje!" śpiewali urugwajscy kibice. Tak też się stało. Wstyd, rozczarowanie, łzy, smak porażki to tylko niektóre określenia, które pojawiły się w argentyńskiej prasie po klęsce Albicelestes w ostatnim Copa America. Wracając wspomnieniami do 2010 roku i odpadnięcia ekipy Diego Maradony w ćwierćfinale afrykańskiego mundialu, prasa oraz cała argentyńska opinia publiczna za porażkę obwiniała nie trenera, który nie miał pojęcia o pracy z reprezentacją (kto przecież podniósłby rękę na wielkiego Diego Maradonę), ale zawodników z Lionelem Messim na czele. Po tegorocznym turnieju Copa America południowoamerykańska prasa, mimo negatywnych komentarzy na temat gry Argentyny, tym razem nie wylała swoich żalów na Leo Messiego, a co więcej doceniła klasę i pracę jaką wykonywał gwiazdor Barcelony podczas meczów swojej reprezentacji.
Lionel Messi FC Barcelona
Wielu mówi, że Messi grający na co dzień w Europie w trykocie Barcelony i Messi w koszulce reprezentacji swojego kraju to dwaj różni zawodnicy. Trudno mi jednak zgodzić się z tą teorią, szczególnie śledząc poczynania Argentyny w ostatnim Copa America i obserwując grę młodego, a już tak doświadczonego piłkarskiego geniusza z Rosario. Bez wątpienia Leo Messi był gwiazdą i topową postacią w południowoamerykańskim turnieju. Podobnie jak w Europie, tak i w rozgrywanym przed kilkoma dniami Copa America trudno było znaleźć zawodnika, który mógłby równać się z filigranowym piłkarzem FC Barcelony. Mimo słabej gry reprezentacji Argentyny przez cały turniej Leo Messi przy każdym zetknięciu z piłką pokazywał, że jest jednym z najlepszych piłkarzy (lub może najlepszym), nie tyle na turnieju, ale również i na świecie. Podczas Copa America widzieli to również argentyńscy kibice i dziennikarze, którzy mimo klęski Albicelestes słusznie nie winili Messiego za taki stan rzeczy.
Leo Messi Argentyna
Kończąc wracam do pytania, które pojawiło się w tytule mojego artykułu. Leo Messi z FC Barceloną osiągnął wszystko to, co tylko możliwe w klubowej piłce, dokładając do tego masę indywidualnych nagród z tytułem Piłkarza Roku FIFA i nagrody Złotej Piłki na czele. Złośliwi twierdzą, że aby Messi mógł zostać najlepszym piłkarzem w historii futbolu, musiałby albo nie urodzić się Argentyńczykiem albo zrezygnować z występów dla swojego kraju, aby w nasza pamięć zakodowała go jako tryumfującego gwiazdora Dumy Katalonii. Po ciężkim wykańczającym sezonie w Europie, po rozegraniu dziesiątek meczów na najwyższym europejskim piłkarskim poziomie, po zdobyciu kolejnych trofeów z FC Barceloną, dwudziestoczterolatek musiał przyjechać do swojej ojczyzny, aby walczyć dla swojej reprezentacji. „Czy jemu jeszcze się chciało?” Bez względu na to, jaka jest prawdziwa odpowiedź na powyższe pytanie, Leo Messiemu po prostu musiało się chcieć, aby móc za kilka lat stać się być może tym największym z wielkim, numerem jeden na świecie i w całej historii futbolu. Aby jednak ten cel osiągnąć, młody Argentyńczyk musi osiągnąć sukces ze swoją reprezentacją, aby stać się tym najpotężniejszym, a nie jednym z wielu, jak ma to miejsce do tej pory…

Artykuł przygotowany na potrzeby portalu Redlog.pl.

niedziela, 24 lipca 2011, zawil2707

Polecane wpisy

Komentarze
2011/07/25 23:54:23
Powiem przewrotnie: Dobrze, że Messi zaprezentował się na Copa America tak miernie. Dzięki temu, wszyscy zobaczyli, iż nie jest nadczłowiekiem i może przestaną od niego wymagać ciągłych "czarów" z futbolówką.

A tak całkiem poważnie to oglądając "popisy" Leo w kadrze Albicelestes odnosi się wrażenie jakby miał w sobie jakąś blokadę. Nie wiem... Być może źle się czuje jako niepodważalny lider drużyny - w Barcelonie jest największą gwiazdą ale rozkład sił jest tam perfekcyjny i są tam gracze równie a może nawet i bardziej potrzebni jak on.

Być może "stara się za bardzo" a wiadomo, że jak się za bardzo chce udowodnić ludziom, że nie jest tak jak uważają, to jest jeszcze gorzej niż było. A tak poza tym... nie ma co porównywać jego partnerów w reprezentacji do kolegów z Barcelony. A wbrew licznym głosom, zaślepionych magią Messiego ludzi, on sam meczu nie wygra. Owszem czyni różnicę ale futbol to zespół. Jego popularność i klubowe sukcesy to zarazem jego przekleństwo bowiem wszyscy wymagają od niego więcej niż od kogokolwiek.

A czy mu się chce? Tak jak napisałem - chce mu się i zależy. Rzecz w tym, że za bardzo. Brzmi banalnie ale cóż... najciemniej pod latarnią :) Presja ze strony fanów i mediów, frustracja, bezsilność i poczucie tego, że bardziej jest potrzebny w klubie daje nam fenomenalnego Leo w FCB i przeciętniaka Leo w rep. Argentyny. No ale to tylko moja subiektywna, amatorska ocena sytuacji :)

Pozdro!
-
shuygiven
2011/07/27 23:57:07
Lionel jeszcze dostarczy wielu wzruszeń całej rozmarzonej Argentynie po wielokroć, a pogłoski o jego reprezentacyjnej śmierci są bardzo mocno przesadzone.

Pozdrowienia Damiano!
Damian Zawiliński - Z zawodu dziennikarz. Na co dzień mieszkam i pracuję w Mińsku Mazowieckim. Marzenie zawodowe? Praca jako dziennikarz sportowy. Zainteresowania? Oczywiście sport - boks, F1, siatkówka, piłka ręczna, skoki narciarskie, lecz moją główną pasją jest piłka nożna. Fan angielskiego futbolu i od lat wierny kibic Manchesteru United, a ponadto sympatyzuję z klubami Legii Warszawa i Realu Madryt. A prywatnie? Życiowy szczęściarz!

- napisz do mnie!